Uwielbiam takie sukienki a że nie za bardzo lubię wydawać dużo pieniędzy na ciuchy, bo przecież wydanie na sukienkę 200 zł ( a takie najlepiej leżą, mają najładniejszy krój i tak dalej) to przesada, a w SH nie zdarzyła mi się jeszcze taka, więc takie właśnie sukienki pozostawały w sferze moich marzeń do czasu kiedy w jednym z poznańskich SH nie znalazłam sukienki w dużym rozmiarze o przepięknym miętowym kolorze...
Nie wiedziałam co z nią zrobię, ale kolor skusił mnie na jej zakup. Gdy tylko zjechałam do domu zaczęłam kombinować. Na początku zwęziłam ją pod pachami trochę, ponieważ była `dużo za duża`, ale stwierdziłam, że wtedy musiałabym zwęzić od tego momentu całą w dół, więc podzieliłam sukienkę na dwie części, mniej więcej przecięłam ją w miejscu `wcięcia` sukienki i zaczęłam działać dalej...
Dolną część troszeczkę zwęziłam z jednej i z drugiej strony, skróciłam (Uwaga! Od góry, żeby nie musieć później bawić się w przeszywanie dołu), wszyłam gumkę (stały punkt mojej zabawy, moja ulubiona część, wszywam ją prawie wszędzie, takie moje uzależnienie...) i na koniec połączyłam te dwie części (nie byłoby śmiesznie, gdybym nie wszyła na początek tego odwrotnie), potem `wszyłam` (do teraz nie przyszyty na stałe) pasek i już prawie gotowe... Zastanawiałam się jeszcze co zrobić z dekoltem, bo skoro był on z dużej sukienki to i dekolt był duży... więc skróciłam ramiączka by stworzyły dekolt tzw. `łódkowy` i... Voilà!
Co myślicie? :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz