Tłumacz

niedziela, 4 listopada 2012

Bluzka z baskinką + maszyna

Po długiej przerwie wracam - mam nadzieję, że z projektem, który świadczy o tym, że zrobiłam kilka kroków do przodu :) Bluzka z baskinką... zanim ją skończyłam zepsuła mi się maszyna i zyskałam dwie nowe... antyczne :) ale za to jakie wypasione! Kto by pomyślał, że niemiecka maszyna (15 letnia!) będzie lepiej sobie radziła niż całkiem nowa? Jedzie jak szalona :-) Druga maszyna starsza nawet ode mnie! Łucznik... piękna! Nie jest elektryczna, ale za to działa, nie wypominając oczywiście mojej (15 i ponad 15 lat młodszej), że przy grubszym materiale rozkłada się i nie można już nic z nią zrobić... Przy szyciu powietrza także miałaby problem.
O to zdjęcie jednej



 Wracając do bluzki. Najpierw pokażę Wam zdjęcia a na końcu powiem z czego zrobiłam tę bluzkę. W 'militarnym' kolorze czyli zgniłej zieleni - oliwkowym no i modnym kroju, czyli z baskinką. Wykrój bluzki w połowie wzięłam z wrześniowej Burdy (góra od błękitnej sukienki) a dół sama dorobiłam (nie oszukujmy się - trudne nie było), wszystko szło idealnie (mimo tej nieszczęsnej maszyny), ale jednak... czemu nie miałoby się coś zepsuć? Otóż, gdy już wzbogaciłam się o maszynę, wszyłam baskinkę, okazało się, że jedna część jest krótsza od drugiej (dlaczego? odpowiedź na dole), więc DAWAJ! odpruć... i od nowa. Musiałam część zszycia dać do przodu co w ogóle jest niewypałem... I baskinka nie wygląda już tak ładnie jak na początku :( Ale myślę, że to i tak duży krok jak dla mnie :) Że uszyłam bluzkę od podstaw...


ZE SPODNI :-)
dlatego jedna strona była krótsza, bo spodnie były od garsonki... tzw. dzwony... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz